Menu

Archiv

říjen 2020
září 2020
srpen 2020
leden 2020
prosinec 2019
červen 2019
prosinec 2018
září 2018
srpen 2018
květen 2018
duben 2018
březen 2018
prosinec 2017
listopad 2017
říjen 2017
září 2017
srpen 2017
červenec 2017
červen 2017
květen 2017
duben 2017
březen 2017
únor 2017
leden 2017
prosinec 2016
listopad 2016
říjen 2016
září 2016
srpen 2016
červen 2016
květen 2016
duben 2016
březen 2016
únor 2016
leden 2016
prosinec 2015
listopad 2015
říjen 2015
září 2015
srpen 2015
červenec 2015
červen 2015
květen 2015
duben 2015
březen 2015
únor 2015
leden 2015
prosinec 2014
listopad 2014
říjen 2014
září 2014
srpen 2014
červenec 2014
červen 2014
květen 2014
duben 2014
březen 2014
únor 2014
leden 2014
prosinec 2013
listopad 2013
říjen 2013
září 2013
srpen 2013
červenec 2013
červen 2013
květen 2013
duben 2013
březen 2013
únor 2013
leden 2013
prosinec 2012
listopad 2012
říjen 2012
září 2012
srpen 2012
červen 2012
květen 2012
duben 2012
březen 2012
únor 2012
leden 2012
prosinec 2011
listopad 2011
říjen 2011
září 2011
srpen 2011
červenec 2011
červen 2011
květen 2011
duben 2011
březen 2011
únor 2011
leden 2011
prosinec 2010
listopad 2010
říjen 2010
září 2010
srpen 2010
červenec 2010
červen 2010
květen 2010
duben 2010
březen 2010
únor 2010
leden 2010
prosinec 2009
listopad 2009
říjen 2009
září 2009
srpen 2009
červenec 2009
červen 2009
květen 2009
duben 2009
březen 2009
únor 2009
leden 2009
prosinec 2008
listopad 2008
říjen 2008
září 2008
srpen 2008
červenec 2008
červen 2008
květen 2008
duben 2008
březen 2008
únor 2008
leden 2008
prosinec 2007
listopad 2007
říjen 2007
září 2007
srpen 2007
červenec 2007
červen 2007
květen 2007
duben 2007
březen 2007
únor 2007
leden 2007
prosinec 2006
listopad 2006
říjen 2006
září 2006
srpen 2006
červenec 2006
červen 2006
květen 2006
duben 2006
březen 2006
únor 2006
leden 2006
prosinec 2005
listopad 2005
září 2005
červen 2005
květen 2005
duben 2005
březen 2005
únor 2005
leden 2005
prosinec 2004
listopad 2004
říjen 2004
září 2004
srpen 2004
červenec 2004
červen 2004
duben 2004
únor 2004
leden 2004
prosinec 2003
listopad 2003
říjen 2003
září 2003
srpen 2003
červenec 2003
červen 2003
květen 2003
duben 2003
březen 2003
únor 2003
leden 2003
prosinec 2002
listopad 2002
říjen 2002
září 2002
červenec 2002
červen 2002

31/8/2020

Jacenty Dędek: portretprowincji.pl

Prowincja, dla wielu z nas, to terra incognita, wypełniona mitami, stereotypami, często krzywdzącymi, niezwykle upraszczającymi. 

Dla zmęczonego mieszczucha, prowincja może być mityczną, sielankową krainą, gdzie czas płynie wolniej, gdzie żyje się w rytmie natury, życie prostsze, a uczciwi, ciężko pracujący ludzie zajmują się tym, co ‘najważniejsze’ (cokolwiek to oznacza w tej mitologii), może nieco zbyt prości, zbyt tradycyjni, ale przecież jakże prawdziwi. Klisza małomiasteczkowej, i wiejskiej sielanki, międzyludzkich więzi, prostoty życia, przywiązania do pięknych tradycyjnych wartości, w ostatnich latach, albo i dekadach przegrywa jednak z inną, równie mało prawdziwą opowieścią o prowincji – biednej, bezrobotnej, pozbawionej perspektyw, konserwatywnej, zaściankowej, pełnej uprzedzeń, niechętnej zmianom, ślepo wierzącej w ‘średniowieczne’ przekazy z lokalnych ambon, roszczeniowej, egoistycznej, źle wykształconej, czy wręcz prymitywnej. W kontekście ogromnej społecznej i politycznej polaryzacji polskiego społeczeństwa ostatnich 5 lat, ta druga opowieść – o zacofanej, konserwatywnej, roszczeniowej prowincji, wśród bardziej postępowych mieszkańców wielkich miast, zyskuje na sile.

Tak naprawdę niewiele wiemy o prowincji. Rzetelne badania naukowe skupiały się zwykle na fragmentach rzeczywistości – wykluczeniu transportowym, edukacyjnym, bezrobociu po okresie transformacji, migracjach do miast, poglądach politycznych. Projekty artystyczne, edukacyjne czy społeczne, również ograniczały się do wybranych aspektów funkcjonowania prowincji czy wybranych regionów.

 Ale czy kompletny obraz prowincji jest w ogóle możliwy? A zwłaszcza, czy można ją opowiedzieć obrazem, fotografią?

Jacenty Dędek, doświadczony fotograf, reporter i dokumentalista, z żoną Katarzyną, dziennikarką, postanowili tę prowincję opowiedzieć – poprzez fotograficzny portret, dokumentalne fotografie przestrzeni w której żyją bohaterowie i ich codzienności oraz opowieści samych bohaterów.

Portretowanie Polski prowincjonalnej oznaczało fotografowanie w 421 miejscowościach, we wszystkich województwach, miastach liczących nie więcej niż 30 tysięcy mieszkańców (było to jedyne formalne ograniczenie dotyczące fotografowanych miejsc). Faktycznie jednak autorzy odwiedzili ok. 600 – 700 miasteczek i wsi.

Książka jest podsumowaniem siedmioletniego projektu dokumentalnego Jacentego Dędka, realizowanego w latach 2011 – 2017. Portretprowincji.pl jest opowieścią o zwyczajnej codzienności Polski małych miasteczek. Małych miasteczek, pozostawionych na marginesie przemian kraju, i jego rozwoju, zawieszonych niejako w czasie i przestrzeni. Niezwykła opowieść o zapomnianej, wykluczonej prowincji Polski.

Książka jest pięknie wydanym, bardzo tradycyjnym w formie albumem fotograficznym, w twardej obwolucie, na pięknym papierze. Forma książki pięknie współgra z jej koncepcją i dyskretnie podsuwa skojarzenia ze szlachetnością tradycyjnego, solidnego dokumentu, pozbawionego graficznych i edytorskich fajerwerków; klasyk, bardzo less is more. Prosty projekt jest starannie przygotowanym, pięknym tłem dla treści, dla obrazów.

Integralną częścią książki są opowieści bohaterów, których autorzy spotykali i portretowali w swoich podróżach po Polsce. Autorką tekstów, reportażowych, dokumentalnych opowieści – które często przybierając formę dziennika podróży a częstą są po prostu oddaniem głosu bohaterom, jest Katarzyna Dędek. Opowieści bohaterów, szczere, często intymne zwierzenia o życiu, trudnym, prostym, wyboistym, a jednak pełnym, są nie tylko wspaniałym uzupełnieniem fotografii ale i przejmującym zapisem życia prowincji. Katarzynie Dędek udało się niezwykle zbliżyć do bohaterów opowieści, a teksty wzruszają prostotą i szczerością.

Książka, ogromna również fizycznie (format 30 cm na 24 cm, 360 stron), jako zapis monumentalnego projektu portretowania polskiej prowincji, doskonale rozmach przedsięwzięcia Jacentego oddaje.

Z wykonanych w ramach projektu, kilku tysięcy analogowych fotografii, odwiedzonych, czasem kilkukrotnie, setek miejscowości w całej Polsce, do książki wybranych zostało 154 fotografie. Fotografie, składające się na projekt były konsekwentnie wykonywane tradycyjną, biało-czarną, techniką analogową – aparatem małoobrazkowym i wielkoformatowym (4 × 5). Zwykle portrety wykonywano aparatem wielkoformatowym, a przestrzenie dokumentowano małoobrazkowym. Na zdjęciach portretowych, wielkoformatowych, z fotografią okładkową włącznie, konsekwentnie pozostawiono charakterystyczną ramkę, jedyny wyraźnie artystyczny zabieg w tym formalnie bardzo prostym albumie. Warto także podkreślić, ze Jacenty odpowiadał za cały proces fotograficzny – od samego fotografowania, poprzez wywoływanie, skanowanie, obróbkę, przygotowanie do druku.

Bardzo trudno uniknąć patosu, pisząc o tym unikalnym w Polskiej fotografii współczesnej, albumie.

Skupiona na bohaterach – znakomicie podkreśla to sposób fotografowania: często centralny kadr, wiele zdjęć które raczej są portretami niż zdjęciami reportażowymi, wyciszonymi, biało-czarnymi – i osadzona w realiach polskiej prowincji początku XXI wieku, jest to opowieść uniwersalna, która mogłaby wydarzać się w niemal każdym miejscu świata, na uboczu wielkich wydarzeń, choć w cieniu wielkich zmian. Polskie małe miasteczka, daleko poza nurtem wielkich przemian – transformacji gospodarczej, przystąpienia do Unii Europejskiej, przemian społecznych, Polska „zostawionych” ludzi i miejsc. Opowieść o świecie, który jeszcze się nie skończył ale i nie zaczął, trwa w niepewności, bez pomysłu na siebie, trochę bez szans, tkwi w historii i próbuje niepewnie radzić sobie z teraźniejszością i przyszłością.

Autor mówi o sobie, ze jest piewcą codzienności – i taką codzienność, z ogromną wrażliwością i szacunkiem przedstawia. Jednocześnie jest to codzienność uroczysta – dzięki starannemu kadrowaniu, pracochłonnej technice fotograficznej, nieprzypadkowemu ustawieniu modeli, bohaterów zdjęć, dzięki uwiecznieniu ważnych ale i trywialnych chwil z życia ludzi. Ta „Polska na uboczu”, trwająca między przeszłością i współczesnością, ma jednak, przy wszystkich trudach, swoje „mięsiste” ludzie życie, z całym bogactwem opowieści, emocji, uczuć. I również w tym względzie jest to opowieść niezwykle uniwersalna, pozaczasowa i „poza-geograficzna”.

Fotografie, zawarte w albumie, można podzielić na swoiste kategorie: codzienne życie, zwyczajne czynności (odrabianie lekcji, zajmowanie się zwierzętami, przebywanie w domowych wnętrzach), uroczystości rodzinno-religijne – komunie, pogrzeby, młodzież w czasie wolnym, praca, lokalne wydarzenia rozrywkowe – wybory miss, pokazy, koncerty, odpusty, występy orkiestr strażackich. I każdy z „typów” zdjęć jest cenny z nieco innego powodu.

Walor sentymentalny udokumentowania znikających, niszowych profesji, zwykle prostych, często niskopłatnych acz niezbędnych, mają fotografie – portrety rybaka, kierowcy autobusu, tradycyjnego rolnika, lokalnego fryzjera, fotografa z małego miasteczka, którego rodzina zajmowała się prowadzeniem atelier w wielu miastach od lat 1920-tych, krawca, mechanika. To jest świat, który odchodzi; zastępowany przez pseudo-blichtr social media managerów i junior financial assistantów.

Chyba właśnie te fotografie – zwykle starszych osób, które żyją ze świadomością, ze ich ciężka, wieloletnia praca odchodzi do historii – należą do najbardziej dla mnie wzruszających zdjęć w albumie, i najpełniej wpisują się w obraz ‘odchodzącego świata’ polskiej prowincji. Portrety te przywodzą natychmiast skojarzenie z pracami Augusta Sandera ze Znaku czasu, zresztą Jacenty przyznaje się do inspiracji ‘klasycznymi’ fotografami, zwłaszcza zajmującymi się portretem społecznym. Ta inspiracja to również jeden z powodów wykorzystania wyłącznie aparatów analogowych w realizacji projektu.

Wiele obrazów wydaje się być ucieleśnieniem stereotypowego postrzegania ‘biednej i zacofanej’ prowincji, pozbawionej gustu i klasy; to obrazy, których się spodziewamy, mając w głowie bagaż pop-kulturowych klisz o polskiej prowincji. A jednak autorowi udaje się przedstawić je czułym okiem, bez ironii, z szacunkiem.

Trudno byłoby mi wybrać jedną, najważniejszą dla mnie fotografię z tego zbioru. Bardzo subiektywnie, najbardziej cenię portrety indywidualne, cudownie proste, szczere, bliskie. Portret dziewczyny – długie falowane włosy, niedbale spięte, lekki makijaż, zwykły tiszert i przeszywające, dumne spojrzenie. Oczy, które wręcz hipnotyzują, piękna regularna twarz. Młoda dziewczyna, nastolatka, życie przed nią, lekki smutek w oczach, twarz bez uśmiechu – czy to dlatego, że już wie, ze prowincja niczego w jej życiu nie ułatwi? Tak młoda a już przedwcześnie dojrzała doświadczeniem swoich rodziców, otoczenia pozostawionego samemu sobie na obrzeżach ‘rozwoju’? Ale jest w niej determinacja, jest siła w tym portrecie i w tej dziewczynie. I emocje, które wzbudza, i życzenie by spełniło się jej życie.

Nie da się mówić o książce pomijając rolę, jaką w niej odgrywają opowieści spisane przez Katarzynę Dędek. Część z nich to po prostu oddanie głosu bohaterom, którzy o swoim życiu mówią własnym, niepowtarzalnym językiem; opowieści często niezwykle intymne (jak np. kobiety, która zarabia na życie będąc w Grecji dawczynią komórek jajowych), szczere do bólu, przepełnione gorzką życiową mądrością. Opowieści o tym, jak, mimo wszystko chce się mieszkać i żyć w małej miejscowości, i o tym, jak bardzo chce się stąd wyrwać. Wiele opowieści bohaterów to skupione w lokalnej soczewce zawirowania polskiej i europejskiej historii ostatniego wieku, wojna, emigracje, Holokaust. Niektóre mają wręcz biblijny ciężar, choć pozornie to zwykłe historie ludzkiego życia i próby jak najbardziej godnego jego przeżycia.

Część tekstów ma charakter reportażowy, ale to opowieści bohaterów zdjęć najbardziej zapadają w pamięć i serce. Zastosowano ciekawy zabieg edytorski – opowieści nie są powiązane ze zdjęciami, z którymi sąsiadują. W pierwszym odruchu miałam poczucie chaosu, chciałam widzieć twarz z opowieści. A jednak ten zabieg ma głębszy sens – pozwala na zachowanie prywatności bohaterom a historiom ich życia nadaje uniwersalistyczny wymiar.

O tym, jak ważny – nie tylko artystycznie, ale i społecznie, jest projekt portretprowincji.pl, mówią sami autorzy, przyznając, że praca nad nim zmieniła wiele ich wyobrażeń o prowincji właśnie, o ludziach tam – dosłownie – pozostawionych, pokazała jak bardzo fałszywe są stereotypy na temat ludzi spoza dużych miast, ludzi ‘bez sukcesu’ i jak bardzo brutalna okazywała się często prawda o życiu ludzi pozostawionych na uboczu historii.

Książka jest także niezwykłym dokumentem humanistycznym w dorobku polskiej fotografii. Jedynym, porównywalnym skalą i dogłębnością objęcia tematu, jest Zapis socjologiczny Zofii Rydet, nad którym pracowała od ok. 1978 roku do lat 1990-tych. Prace Jacentego są nieco mniej rygorystyczne formalnie – zawierają nie tylko portrety, ale i reportażowe zdjęcia miejscowości, portrety nie są tak jak u Rydet jednolicie komponowane. I są tez znacznie bardziej emocjonalne niż prace Rydet.

Pisząc o portrecieprowncji.pl, niemożliwym jest uniknąć odniesienia do fotografów Farm Security Administration, Walkera Evansa, Dorothei Lange i ich humanistycznego dokumentu ludzi dotkniętych boleśnie skutkami Wielkiego Kryzysu. Zresztą, autor sam do tych inspiracji się przyznaje. I, podobnie, jak tamte dzieła, zwłaszcza Lange, jego obrazy są pełne empatii, uważności, absolutnie skupione na bohaterach zdjęć, traktowanych i przedstawianych z ogromnym szacunkiem, pozbawione jakiejkolwiek sensacyjności, estetycznie niezwykle proste.

Jest w portretprowincji.pl czułość opowiadającego historię, o której mówiła Olga Tokarczuk – czułość narratora-fotografa, przedstawiającego indywidualne losy i postacie, które składają się w tej narracji na niezwykły, humanistyczny, uniwersalny obraz ludzkiej kondycji. I tak, jak wspaniała literatura jest najlepszą odpowiedzią na kakofonię popkulturowej ‘sztuki’ i informacyjnego szumu internetu, tak Portret prowincji, pozwala nam, z szacunkiem, współdoświadczyć życia prowincji, poczuć emocje i zmagania. Nie jest łatwo być czułym narratorem współczesnego świata do dyspozycji mając tylko obraz fotograficzny i słowa samych bohaterów – Jacenty i Katarzyna Dędek tę humanistyczną opowieść snują w mistrzowski sposób.

Małgorzata Zięba

 

Jacenty Dędek: portretprowincji.pl

Tekst: Katarzyna Dędek

Projekt graficzny: Jacenty Dędęk, Katarzyna Dędęk,

Wydawca: Jacenty Dędęk

Rok wydania: 2020, Częstochowa

Format: 30 × 24 cm

Oprawa: twarda

Liczba stron: 360

ISBN: 978–83–915464–1–3

Wydano przy wsparciu Instytutu Twórczej Fotografii Uniwersytetu Śląskiego w Opawie oraz Rotary Club Częstochowa

Jacenty Dędek

Jacenty Dędek jest polskim fotografem dokumentalistą, autorem reportaży społecznych, portrecistą. Swoje reportaże i fotografie publikował m.in. w National Geographic, Dużym Formacie, Polityce, Przekroju i wielu innych pismach. Laureat licznych nagród fotograficznych, stypendysta Ministra Kultury, uczestnik wielu wystaw zbiorowych i indywidualnych.

31/8/2020

Zofia Rydet: Zapis socjologiczny 1978–1990

Album „Zofia Rydet. Zapis socjologiczny 1978–1990“ zawiera zdjęcia pochodzące z najważniejszego w dorobku artystki cyklu fotograficznego. Składa się on na portrety mieszkańców wsi i miast we wnętrzach ich domów oraz mieszkań. Wyboru fotografii do albumu dokonał Wojciech Nowicki. Jest on także autorem tekstów znajdujących się w książce. Album został wydany przez Muzeum w Gliwicach w 2017 roku.

Na kartach książki możemy zapoznać się z historią „Zapisu socjologicznego“ oraz wybranymi fotografiami z tego monumentalnego cyklu. Widzimy na nich ludzi zamieszkujących głównie małe miejscowości, prawdopodobnie zajmujących się uprawą roli lub innymi nisko dochodowymi zajęciami. Zofia Rydet fotografowała ich w przestrzeniach prywatnych, w otoczeniu przedmiotów codziennego użytku. Pragnęła w ten sposób pokazać Polskę taką jaka była w trakcie pracy nad cyklem, a więc w latach 1978–1990. Aby to zrobić odwiedzała wsie, miasta i miasteczka w różnych częściach kraju, pukając od drzwi do drzwi. Zależało jej na tym, aby sfotografować ludzi w strojach, które akurat mieli na sobie, czasem w przerwie od wykonywanych czynności. Zwykle prosiła pojedyncze osoby lub pary o zajęcie miejsca pośrodku izby czy pokoju, ułożenie rąk na kolanach i wpatrywanie się w obiektyw aparatu. Pozy przyjęte przez modeli w większości sprawiają wrażenie posągowych – osoby portretowane, jak i fotografka zdawali sobie sprawę z podniosłości chwili.

Rydet przywiązywała ogromną wagę do wnętrz mieszkalnych i jego wyposażenia. Używała szerokokątnego obiektywu, który pozwalał na zarejestrowanie przestrzeni otaczającej ich właścicieli wraz z całym inwentarzem przedmiotów. Na zdjęciach są one dopełnieniem ludzkich twarzy, przedłużeniem portretu – mówią nam wiele na temat tego kim są bohaterowie zdjęć. Rydet interesowały miejsca naznaczone ludzką obecnością. Przestrzenie z charakterem, oddające osobowość mieszkańców. Dostrzegała w nich piękno. Dlatego właśnie najczęściej fotografowała wiejskie chaty pełne rozmaitości, często wypełnione przedmiotami wykonanymi ręcznie lub takimi, którym dano drugie życie. Drgające od ilości kształtów, wzorów i faktur. Fotografka rzadko zaglądała do bloków, bo nowoczesność wydawała jej się mało interesująca. W miastach chętnie fotografowała artystów, których mieszkania były urządzone nieco bardziej oryginalnie niż te przeciętne, wyposażone w standardowe meble i sprzęty. Wydawać się może, że poszukiwała osobliwości. Tego co nietypowe, a jednak powtarzalne. W projekcie zadziwia nas różnorodność miejsc, które odwiedzała.

„Zapis socjologiczny“ oprócz ogromnej wartości dokumentalnej posiada wiele walorów artystycznych. Zofia Rydet podczas pracy nad cyklem wypracowała swój charakterystyczny styl. Dzięki użyciu lampy wydobyła ostrym światłem bohaterów i ich otoczenie z mroku pomieszczenia. Wnętrza nie były oświetlone równo, więc kadrowała ujęcia, odcinając niedoświetlone boki. Dzięki odpowiedniemu oświetlaniu pomieszczeń fotografka uzyskiwała dość dramatyczny efekt. Dodatkowo był on jeszcze podkreślany przez kontrastowy sposób wywoływania odbitek. Rydet fotografowała przede wszystkim w technice czarno-białej, która pozwala widzowi skupić się na tym co najważniejsze na zdjęciach i nie rozprasza dodatkowo uwagi. Wojciech Nowicki pisze o tym, że podczas wykonywania i wywoływania fotografii popełniała wiele technicznych błędów. Wydaje się, że robiła je z premedytacją. To właśnie one składają się na niezwykłą estetykę projektu.

Wiele można byłoby jeszcze napisać na temat wyjątkowości „Zapisu socjologicznego“. Zofia Rydet rozpoczęła go mając 67 lat i pracowała nad nim przez dwadzieścia dwa lata, dopóki starczyło jej sił i zdrowia. Na cykl składa się około 20 tysięcy zdjęć. To ogromne, monumentalne dzieło, którego skalę można porównać do niewielu fotograficznych projektów. Oglądając album przychodzą na myśl zdjęcia Augusta Sandera czy fotografów z Farm Security Administration. Nowicki szuka wspólnych mianowników również między twórczością Rydet, a dorobkiem Jana Bułhaka, Karla Blossfeldta i Lewisa Hinesa. Zastanawia się też, na ile fotografka była konsekwentna podczas pracy nad cyklem. W ramach „Zapisu“ występowało wiele pobocznych nurtów, o których warto powiedzieć. Oprócz najbardziej charakterystycznych dla projektu zdjęć w albumie widzimy również sfotografowane z zewnątrz budynki – chałupy, familoki, ale także bloki z wielkiej płyty. Są tu także portrety gospodyń stojących przed drzwiami ich domostw, a także migawki w reporterskim stylu. Wygląda to tak, jakby Rydet miała jeszcze wiele pomysłów na to, jak cykl mógłby dalej się rozwijać.

Na koniec muszę poświęcić kilka słów samej książce i jej oprawie graficznej. Album zawiera niemal 200 zdjęć. Fotografie są umieszczone w książce w sposób charakterystyczny dla wydawnictw zawierających klasyczne fotografie – nie ma tu miejsca na eksperymenty. Zdjęcia oblane bielą kartki, są zestawione ze sobą dwójkami lub pokazane pojedynczo na rozkładówce. Kilka razy pojawia się zestaw czterech portretów wykonanych w pionie. Pod każdą fotografią widnieje krótki opis. Zwykle jest to informacja o roku, z którego pochodzi zdjęcie, a także nazwa regionu i miejscowości, w której zostało wykonane. Dzięki porządkowi i konsekwencji z jaką ułożone są obrazy, autorom udało się dodatkowo podkreślić powtarzalność i surowość „Zapisu socjologicznego“. Album rozpoczyna esej poświęcony Rydet, a kończy kalendarium zawierające najważniejsze wydarzenia z jej życia. Wszystkie teksty zostały opatrzone zdjęciami przedstawiającymi fotografkę, między innymi podczas pracy. Album został przepięknie wydany. Jest oprawiony w czarne płótno. Jedynym kolorem, który pojawia się w książce jest kobaltowy błękit.

Zofii Rydet w „Zapisie socjologicznym“ udało się pochwycić rzeczywistość, której już nie ma. Być może jej potrzeba fotografowania wynikała z tego, że sama doświadczyła sytuacji, w której w wyniku wojny i zmiany granic świat, w którym dorastała przestał istnieć. Zdawała sobie sprawę z tego, że to co nas otacza, po prostu kiedyś znika. Dzięki swojej pasji i uporowi fotografka ocaliła od zapomnienia część kultury, skrawek ludzkiego życia. Jej zdjęcia przywołują znane mi z dzieciństwa obrazy wsi, która nigdy już nie będzie taka sama jak kiedyś. Dlatego cieszę się, że fragment jej twórczości doczekał się tak pięknego wydania.

Natalia Sienkiewicz

27/8/2020

Evokativ Libuše Jarcovjákové

Asociace profesionálních fotografů České republiky jmenovala zjara 2018 osobností předchozího roku Libuši Jarcovjákovou (*1952). Ocenění navrhl v souvislosti s vydáním deníkového ohlédnutí Černé roky redaktor časopisu Respekt Jan H. Vitvar. Jeho zdůvodnění vlastně přísluší také recenzovanému albu Evokativ: „Na okraji umělecké scény i společnosti tvořící Libuše Jarcovjáková se ukazuje být jednou z nejdůležitějších postav v dějinách naší fotografie. Není to přehnané konstatování. Její předlistopadové dílo u nás svou prudkostí, upřímností a energií nemá srovnání a v lecčems předčí i zahraniční autory, o nichž už se desítky let vyučuje na univerzitách.“

Nová kniha vyšla Jarcovjákové k retrospektivě uspořádané při festivalu Les Rencontres d’Arles 2019. Britský list The Guardian vyhlásil Evokativ výstavním počinem roku. Dvojjediná událost je za sugestivní bilanci 70. a 80. let pokládána právem. Vždyť vyhmátla doslova vizuální dřeň toho, čím fotografka žila. (Literárně se autorka omezila na lapidární shrnutí vzpomínek.)

Ačkoli Jarcovjáková vedla v rodné Praze pekelnou existenci zhroucenou do spirály bezvýchodnosti, absolvovala katedru fotografie FAMU. Půjčil jsem si tenkrát její diplomový opus o Robertu Frankovi a se zájmem jej pročetl. Nikoli náhodou nacházím ve výpiscích to, čím ji Frank ve třiceti zaujal a inspiroval: „Přestal ukazovat obrázky a začal ukazovat pocity. Tím otevřel ve fotografii nový prostor.“

Pro Jarcovjákovou nebylo průběžné zveřejňování postřehů v čase jejich vzniku myslitelné. Rozhodně ne v jasně vyhraněném výběru, přinášejícím nynější ohlas. Fotografka by totiž aktéry svých momentek demaskovala. A zároveň by se proměnila v nebezpečnou udavačku. Byla to přece éra nadvlády komunistů, opírajících svou moc o nejrůznější represivní složky včetně tajné policie, neštítící se vyděračských způsobů. Jarcovjáková tedy fotografovala hlavně pro sebe. Snad na památku, jistě však s posedlostí. Magazínu Reportér třeba prozradila, že má v negativech uloženy stopy všech fází dennodenních flámů: „Jdu z domova, sedím v hospodě, vracím se domů.“

Editorkou svazku Evokativ je Lucie Černá: určila řazení reprodukcí a sklenula optiku prohlídky v obrazové vyprávění, napsala doslov. Asi pouze ti, kdo něco podobného někdy podnikali, tuší, co je za strohými údaji tiráže skryto. Znamenitý výkon, řekl bych! První realizace nakladatelství Untitled má 188 stran reprezentativního formátu 210 × 275 mm, jazykem byla zvolena angličtina. Grafické úpravy se pod značkou Tapir Book Design funkčně i efektně zhostila Ania Nałęcka-Milach.

Doslov a nakladatelský slogan nabízejí Evokativ jakožto autentický dokument života umělkyně. Vír velkoměstských nocí, příležitostné známosti či alkoholické a sexuální výstřelky jsou věru zachyceny bez estetické vypočítavosti a bez obav z chybných záběrů. Nápadné je dejme tomu přesvětlování popředí hojným užíváním blesku. Údajně to představuje osobní styl, založený na kombinaci syrové nepřikrášlenosti s poetičností. Obrazová skladba je nicméně vedena z pozic daných odstupem, a poučených tudíž přímočarostí, k níž neváhají uživatelé fotografie sahat dnes. Snímky hojně prokládané improvizovanými autoportréty vyrábí v současnosti kdekdo; jenomže čerstvá klasička Libuše Jarcovjáková má svou nepřeberně nabitou a ničím nezastupitelnou minulost. 

Josef Moucha

Jarcovjáková, Libuše. Evokativ. Praha: Untitled, 2019.

Zdroj: Fotograf, 2020, č. 36, s. 78.

Partner